• Wpisów:194
  • Średnio co: 11 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 19:23
  • Licznik odwiedzin:40 265 / 2296 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Polecam wam blog @maarsoholiiik
Sama jeszcze nie znalazłam czasu, aby przeczytać, ale mam nadzieję, że zrobię to jak najszybciej
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 


Wezwijcie lekarza... *_______________*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
W związku z tym, że już nie mam czasu ani (szczerze mówiąc) ochoty na pisanie opowiadania, chciałam Wam, moje Kochane Czytelniczki, uświadomić, że nie będę już dodawała żadnych wpisów, ale nie usuwam bloga, ponieważ nadal, co jakiś czas będę tutaj wpadać i sprawdzać, co słychać u naszego Brunka, gdyż nadal go uważam za mojego idola.
Korzystając z okazji chciałabym podziękować wszystkim moim ukochanym czytelniczkom i @thesexydragon że piszesz tak świetne opowiadanie i że miałaś ochotę czytać takie opowiadanie jakie ja pisałam, bo wiem, ze ono nie było choć w części tak świetne jak Twoje
Oraz oczywiście @dreamtaker To dzięki Tobie założyłam tego bloga

Ale najbardziej chciałam podziękować mojej kochanej, najukochańszej @asiulekk Dziękuję kochana, że napisałaś do mnie, bo chciałaś mój numer gg! Dzięki tem0u zaczęłyśmy pisać ze sobą i mogę bez wahania powiedzieć, że zaprzyjaźniłyśmy się
Nigdy nie zapomnę, jak wściekałyśmy się oglądając jedną z gali, na której występował Bruno, bo żadna ze stron online nie działała, a On już zaczął swój występ i zrobił szpagat!
A później przeklinałyśmy Adelle, że sprzątnęła wszystkie nagrody Brunkowi sprzed nosa :' Kocham cię!

Także kończę moje smętne pożegnania, (których i tak pewnie nie przeczytacie) podziękowaniem za to, że mogłam być z wami przez 520 dni i że odwiedziłyście mojego bloga 15 985 razy
  • awatar Słodziak-z-niego: Na prawdę? :( :( przykro mi z tego powodu, dzięki za świetne opo. uwielbiałam czytać o przygodach Jessie, ale jak tak musi być to trudno, mam nadzieję, że będziesz jak najczęściej zaglądać ;)
  • awatar Another Bruno Mars's Stories: Ojeeeej! :( szkoda, że znikasz. Twoje opowiadanie było świetne, tylko mi czasu brak żeby ogarnąć wszystko i zaniedbałam :( może z czasem powrócę i doczytam :) to my dziękujemy że z nami byłaś tak długo! Wpadaj tu jak najczęściej! :*
  • awatar dreamtaker: Oj, co to dziś za dzień na wspomnienia i pożegnania :( No, ale żeby tak od razu nas zostawiać? Trzymam Cię za słowo, że będziesz tu wpadała i dawała znać, że jesteś :) I bardzo mi miło, ze gdzieś tam też przyczyniłam się do powstania Twojego bloga :) :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
*Przypomnienie*
-Nie pamiętasz, co powiedziałem ci, jak przyszedłem do ciebie, a ty się obudziłaś? Powiedziałem, że będę zawsze przy tobie. I tak będzie.
-Ale nie zagrzeję u ciebie dłużej miejsca. To tylko na kilka dni. Góra kilka tygodni. Za pieniądze z ubezpieczenia wyremontuję dom i wrócę do siebie.
-Możesz u mnie zostać ile będziesz potrzebować. Nawet na stałe. Dom jest duży. Urodzisz, zrobimy pokoik dziecku i będziecie sobie u mnie mieszkać.
-Dziękuję, ale aż tak długo chyba nie będzie potrzeby, żebym zawracała ci głowę.
-Nie zawracasz...

*Odcinek 16*
-Bruno! Przestań! Ty jesteś nienormalny!-Roześmiałam się głośno, gdy Bruno wyprężał swoje mięśnie przede mną.
-Ale popatrz! Mam mięśnie! Widzisz je?
-Bruno! Porównaj swój brzuch z tym brzuchem!-Wskazałam zdjęcie z Facebooka jednego z moich znajomych.
-Ale... ale... Ale mogę się założyć, że ja mam o wiele więcej wielbicielek niż on. On ma ciche wielbicielki. A moje są jeszcze lepsze bo są głośne! I piszczące!
-One lecą na ciebie, bo jesteś sławny, bogaty, fajnie śpiewasz i jesteś przystojny. Bez tych pierwszych dwóch rzeczy byłbyś tylko fajnie śpiewającym, przystojnym facetem, ale bez kaloryferka. A on jest nieśpiewającym facetem z kaloryferkiem.
-A bo to mało kaloryferów mam w domu?... Ale poczekaj... Jestem przystojny?-Podniósł jedną brew, z uśmiechem oczekując mojej odpowiedzi.
-A nie jesteś? Popatrz na siebie! chodząca sex bomba! Ale i tak bez kaloryferka.
-Podobam ci się?
-Ty zawsze musisz łapać za słówka! Nie podobasz mi się, bo jesteśmy przyjaciółmi, ale przystojny jesteś, co nie?
-A jakbyśmy nie byli przyjaciółmi, a ja nie byłbym sławny i bogaty, to wybrałabyś mnie, czy tego blondaska ze zdjęcia?
-Jakbym nie wiedziała, że zajebiście śpiewasz i grasz prawie na wszystkim, to wybrałabym blondaska ze zdjęcia. Ale jakbym to wszystko o tobie wiedziała, to wybrałabym ciebie.
-No dobra, dobra. I tak wiem, ze kochasz mnie bardziej od tego blondaska. Masz jakieś specjalne zamówienie na kolacje?
-To ty gotujesz?-Zaśmiałam się.
-No jakbyś nie wiedziała.-Odwrócił się na pięcie i wyszedł z pomieszczenia.


*4 miesiące później*
-Bruno! Miałeś mnie zawieść do szpitala!-Krzyczałam na przyjaciela, który rozmawiał przez telefon już od jakiejś godziny. Stałam pod drzwiami pomieszczenia, w którym siedział, więc wiedziałam, że mnie słyszy. Ale nie odpowiadał. Postanowiłam użyć innej metody.-Bruno...?-Zrobiłam 3 głośne wdechy i wydechy.-Chyba się zaczyna! Czuję skurcze!-Od razu drzwi otworzyły się i stanął w nich przestraszony przyjaciel.
-O mój Boże! Już? Przecież to za wcześnie!
-Ooo... Widzę, ze już nie rozmawiasz przez telefon. To może pojedziemy już na to USG, co?
-To ty nie rodzisz?-Zapytał zdziwiony.-Udawałaś?
-Musiałam jakoś cię wyciągnąć z tego pokoju, bo spóźniłabym się. Sam chciałeś mnie zawieść, więc teraz pakuj ten swój seksowny tyłeczek do samochodu i jedziemy.
-Rozmawiałem z... Czy ty powiedziałaś, że mam seksowny tyłeczek?
-Właściwie to... właściwie ty nie masz tyłka, tylko prostą kreskę łączącą plecy z nogami.-Zaśmiałam się zamykając drzwi domu na klucz.
-Jessice się podoba...-Obrażony wsiadł do auta i odpalił silnik.
-Masz zamiar sam jechać na ro USG?-W odpowiedzi otworzył od środka drzwi i wskazał na miejsce pasażera.


Ale on ma humorki! Boże! Odkąd pogodził się znowu z tą Jessicą, to nawet nie mogę z nim żartować, bo zaraz się obraża... A niby taka wspaniała z nich para. Wszyscy ją lubią, oprócz mnie. Może dlatego, że ona dla mnie jest niemiła i wredna? Może ona taka jest na prawdę?

Jechaliśmy w milczeniu przez całą drogę. Nie wiem, co się z nim działo. Przez ostatnie 4 miesiące strasznie się zmienił.
Musze jak najszybciej znaleźć sobie mieszkanie. Może on jest taki dziwny, bo ma mnie dosyć? Wyprowadzka od niego to chyba najlepsze wyjście...

Gdy dojechaliśmy już na miejsce, zadzwonił mój telefon.

-Tak, słucham?-Powiedziałam po naciśnięciu zielonej słuchawki.
-Hej kochana!-Krzyknęła Urbana.
-No cześć, co tam?

-Chodź, bo się spóźnimy.-Szepnął Bruno otwierając mi drzwi wejściowe do szpitala. Uśmiechnęłam się i weszłam do budynku.

-Chciałabym z tobą pogadać. Poważnie. Co robisz wieczorem?
-Raczej to, co zwykle. Leże przed telewizorem. Także, jak wpadniesz to na pewno nie będziesz mi w niczym przeszkadzać.-Zaśmiałam się spoglądając na Hawajczyka rozmawiającego zawzięcie z jedną z pań w recepcji. Podszedł do mnie, położył dłoń na moich plecach lekko popychając mnie w stronę wąskiego korytarza.
-A Bruno będzie?-Dopytywała się przyjaciółka.

-Bruno, co robisz wieczorem?
-Idę z Jessicą do kina. Nie obrazisz się chyba jak cię zostawię?
-Przecież nie jestem małym dzieckiem i już nie raz mnie zostawiałeś. A poza tym wpadnie Urbana, także sama nie będę.
-Wiem, ze cię zostawiałem wcześniej samą w domu, ale teraz możesz w każdej chwili zacząć rodzić.
-Jak zacznę rodzić, to zadzwonię po pogotowie, albo do ciebie. Jeszcze będę miała na tyle siły, żeby telefon w ręce utrzymać.
-Dobrze, już się nie denerwuj.
-Nie denerwuje się... Tylko rozmawiam z tobą.

-Bruna nie będzie. Zabiera tą swoją do kina.
-Ja to bym chciała, żeby Phil mnie na jakieś romantyczne randki jeszcze zabierał... Ale z dzieciakami to nie ma szans... Dobra, pogadamy wieczorem. Do zobaczenia, pa!
-Do zobaczenia.-Z uśmiechem zakończyłam rozmowę.

Gdy doszliśmy do odpowiednich białych drzwi, zapukałam i weszłam do środka. Chciałam zamknąć drzwi, ale wcisnął się jeszcze za mną Bruno.
Przy niewielkim, brązowym biurkiem, zamiast mojej pani doktor Brit, siedział brązowooki brunet, który odrywając nos z papierów przywitał mnie z uśmiechem.

-Dzień dobry.Doktor Logan. Zastępuję dr. Brit.
-Dzień dobry.-Podaliśmy sobie dłonie.
-Proszę się przygotować do badania.

Bruno posłał mi szeroki uśmiech i po tym, gdy się położyłam, usiał obok mnie.

-Znają już państwo płeć dziecka?
-Nie-Odpowiedzieliśmy z Brunem jednocześnie.
-A chcą państwo ją poznać?
-Oczywiście. Ale mam przeczucie, że to będzie dziewczynka.
-Dziewczynka? Wolałbym chłopca, bo drugiej takiej Jessie ja i cały świat nie zniósłby.-Zażartował przyjaciel, za co dostał ode mnie z pięści w ramię.
-Muszę powiedzieć, że ojciec chyba będzie bardziej zadowolony, bo to chłopiec.-Uśmiechnął się brunet w fartuchu.

Ojciec...?
Ani ja, ani Bruno nie zaprzeczyliśmy. Przyjaciel po prostu uśmiechnął się i zerknął na mnie. Ja zaprzeczając, skłamałabym, ale on mógł coś powiedzieć...

-Tak... cieszę się, że to chłopak. Pan jej jeszcze nie zna, ale z dwiema takimi nie wytrzymałby pan, jestem tego pewny.
-No dobra... Już wystarczy. Jeżeli ze mną nie możesz wytrzymać, to wyjdź i w aucie zaczekaj.
-No przepraszam... Już będę cicho...
-Zaczekaj w samochodzie.-Bruno wstał i posłusznie wyszedł.
-Ma pani zabawnego narzeczonego.
-On... nie jest moim narzeczonym. Ani chłopakiem. To mój przyjaciel.
-O, przepraszam, ale on się tak zachowywał, więc...-Mówił lekarz kładąc na moim brzuchu kawałki papieru.
-Zawsze się wygłupia...

*Bruno*
-Zaczekaj w samochodzie.-Mimo tego, że była zła, powiedziała to spokojnie. Wstałem i wyszedłem. Zrobiłem kilka kroków korytarzem, kiedy zorientowałem się, że zostawiłem kapelusz, więc się wróciłem. Miałem już pukać i wejść, ale postanowiłem podsłuchać, o czym rozmawiają.

-Może to pytanie jest nie na miejscu, ale... On jest ojcem dziecka?
-Tak. Ale jeszcze o tym nie wie... To bardzo długa i skomplikowana historia. On ma dziewczynę, jest szczęśliwy. Mnie traktuje jak siostrę. Nie chcę tego wszystkiego zepsuć. nie chcę, żeby się nade mną litował. Poradzę sobie sama. Mimo tego, ze nie mam rodziny mam przyjaciółkę, na której wiem, że mogę liczyć.

Nogi się pode mną ugięły... Czy ona powiedziała, że to ja jestem ojcem dziecka...?
___________________________________________________
*Alleluja!*
Nareszcie udało mi się to napisać!
  • awatar Słodziak-z-niego: No w końcu Bruno wie! :D Haha no bardzo ładnie, podoba mi się i ciekawi mnie co tam się dalej wydarzy :P
  • awatar Gość: mimo tego że nie mam tu konta(ale kiedyś miałam), regularnie czytam twoje opowiadanie:) jest świetne! i błagam Cię dodaj jak najszybciej kolejny odcinek, bo bardzo jestem ciekawa dalszego ciągu.♥
  • awatar parasol na smutki: Chyba muszę poważnie się zastanowić nad nadrobieniem tego opo.! ;D Przeczytałam odc i fabuła, którą wnioskowałam wydaje się ciekawa. ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
O mój Boże!!! Ostatni odcinek pojawił się 61 dni temu!
Na prawdę Was przepraszam Myślałam, że już dzisiaj pojawi się kolejna część, ale moje natchnienie do pisania nie trwało długo i nie napisałam zbyt wiele, dlatego dzisiaj na 100% nie wstawię kolejnego odcinka.
Może jutro, może w sobotę, może za tydzień, a może nawet za miesiąc, czy dwa?
A może już nic się nie pojawi...?
  • awatar LMP: Pooglądaj wszystkie wywiady + 10x teledysk LOOH to od razu wena Cię najdzie :P :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

Hmmm...
Tak szczerze mówiąc... Chyba spodziewałam się czegoś innego.
Proszę - nie znienawidźcie mnie za to, ale mnie nie za bardzo spodobał się ten teledysk.
Całkiem źle nie jest, ale ja się bardziej spodziewałam jakiejś miłosnej historii, jak w 'It will rain', no ale cóż
Czy tylko dla mnie to jego skakanie na scenie było jakieś sztuczne?
Bruno chyba nie skacze aż tak na koncertach...

*A jak wam się spodobał teledysk?*

*PS* Czy to video jest w 3D?
  • awatar parasol na smutki: Nie spodziewałam się takiego teledysku, ani znowu też miłosnej historii. Aż nie chcę myśleć jak by ją nagrał :o Szczerze to piosenka - albo raczej muzyka nie dotarła do mnie jakoś porządnie -.- Stawiałam, że pierwszy singiel będzie lepszy.
  • awatar Brunoholic: @Another Bruno Mars's Stories: Wiem, że ma inne brzmienie, ale po prostu chciałam ująć, że spodziewałam się innego teledysku :) Piosenkę ubóstwiam, ale teledysk według mnie mógłby być inny ;)
  • awatar Another Bruno Mars's Stories: Miłosnej historii jak IWR? Czy tylko dla mnie ten teledysk właśnie jest idealny do tej piosenki? To nie jest ballada, nie będzie smucił się i śpiewał do panienki jakiejś ;) LOOH ma inne brzmienie od IWR.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Ja już chce zobaczyć ten teledysk! Nie mogę się doczekać!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Dzisiaj przed szkołą słuchałam LOOH i przez cały dzień podśpiewywałam sobie ''Cause your sex takes me to paradise, Yeah your sex takes me to paradise''
 

 

^_^

Znowu zmieniam avatar
Zakochałam się w tym zdjęciu *________________*
 

 
Czy wiecie z jakiego filmiku jest ten gif?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

xD

Jeszcze tylko ubrania, makijaż i fryzura i lecę potańczyć
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 

;(

Serduszko mi pękło...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
Moje plany zostały pokrzyżowane, więc znowu wyjeżdżam i wracam we wtorek.

Mam nadzieję, że to już ostatni wyjazd w te wakacje

*PS*
Nie mogę się uwolnić *od tej piosenki!!!*
 

 
*Przypomnienie*
Gdy już miałam uciekać, zobaczyłam w kącie moją torebkę, w której miałam telefon, portfel i dokumenty. Podbiegłam do niej i przewiesiłam ją sobie przez ramie. Chciałam uciekać, ale ogień dosięgał już schodów. Wróciłam się do sypialni i wyszłam na balkon.

Postanowiłam skoczyć…

*Odcinek 15*

*Bruno*
-Dlaczego nie chce powiedzieć ci kto jest ojcem jej dziecka?-Dopytywał przyjaciel.
-Stary... To jest dla niej trudne. Mnie też to ciekawi, czego nie ukrywam, ale jeżeli nie chce mi tego powiedzieć, to chyba dam sobie spokój i przestanę ją o to wypytywać. Po prostu będę ją wspierać. I nie zostawię jej drugi raz samej...
-Aaa... Wiem, że to może wydać się trochę głupie, ale... Może to twoje dziecko?-Na słowa Phila prawie nie zadławiłem się piwem, które piłem.
-Skąd ci to przyszło do głowy?!-Zapytałem zaskoczony.
-No, bo mówiłeś, że przed trasą wy się... No wiesz!
-No wiem i co?
-Noi to, że wracamy z trasy, a ona jest w ciąży. I to w czwartym miesiącu. Zbieg okoliczności?
-To nie może być możliwe... Nie pierdol, pij to piwo i spadaj. Może napisze jeszcze coś dzisiaj.
-Jak tam sobie chcesz...-Phil łyknął ostatni łyk piwa i odstawił pustą butelkę na szklany stolik, zabrał z niego swoją czapkę i wyszedł.

Siedziałem chwilę myśląc o tym, co przed chwilą powiedział, ale przerwał mi to dźwięk mojego wibrującego telefonu. Wziąłem go do ręki i nacisnąłem zieloną słuchawkę.

-Halo?
-Jessie jest w szpitalu!-Usłyszałem głos żony Phila.

Zamurowało mnie. Co mogło się stać...? Coś z dzieckiem?
Szybko założyłem buty i mimo tego, że byłem po kilku piwach wsiadłem do samochodu i odjechałem. Po drodze do szpitala złamałem chyba wszystkie możliwe przepisy. Pędziłem jak głupi, tylko dlatego, żeby być jak najszybciej przy Jessie. Zależy mi na niej i nie chce, żeby była sama.

Wbiegłem do sali, którą wskazała mi pielęgniarka i zobaczyłem ją śpiącą, ze złamaną ręką.

-Skoczyła z pierwszego piętra. To cud, że nie ma żadnych większych obrażeń.-Powiedziała pielęgniarka.
-A co z dzieckiem?
-Na szczęście wszystko jest w porządku.Pan jest narzeczonym, tak?
-... Tak.-Odpowiedziałem po chwili zastanowienia, cały czas wpatrując się w bezbronnie leżącą Jessie.
-A dlaczego ona skoczyła? Samobójstwo?-Przy wymawianiu ostatniego słowa, czułem, jak wielka gula staje mi w gardle.
-Lepiej dla niej było skoczyć, niż się spalić.
-Spalić?!
-Tak. Ktoś polał benzyną i podpalił dom pana narzeczonej. Na szczęście policja szybko go znalazła.

Już wiedziałem o kogo chodzi... Nie musiałem się długo zastanawiać...

-Bruno...-Usłyszałem szept. Popatrzyłem na Jessie. Obudziła się, więc podbiegłem do niej i mocno przytuliłem.
-Jak się czujesz?
-Bardzo boli mnie ręka... i trochę głowa. A co z dzieckiem?-Zaczęła masować się po brzuchu.
-Wszystko jest na szczęście dobrze.-Uśmiechnąłem się i złożyłem na jej czole delikatny pocałunek. Jessie przesunęła się lekko i pokazała mi, abym położył się obok niej. Tak zrobiłem i mocno ja przytuliłem, a ona zaczęła głośno płakać.-Nie płacz... Jestem przy tobie. Już ci obiecuję, że nic złego ci się nie stanie. Będę zawsze przy tobie...

*Jessie*
Dzisiaj, po tygodniowym pobycie w szpitalu pozwolili mi wrócić do domu. Byłam tylko ciekawa, czy coś z tego mojego domu zostało...

-Bruno, na prawdę mi nic już nie jest. Poradzę sobie bez wózka.-Uśmiechnęłam się łapiąc przyjaciela pod rękę. Po chwili byliśmy już przed szpitalem.
-Specjalnie zaparkowałem blisko, żebyś nie musiała przechodzić przez cały parking.
-Ale to jest miejsce dla niepełnosprawnych.-Mruknęłam.
-Tylko tutaj było wolne.
-Ty na prawdę jesteś nienormalny.-Zaśmiałam się, po czym wyciągnęłam zza wycieraczki niewielką karteczkę.-Nienormalny i do tego z mandatem do zapłacenia.
-Człowiek na 10 minut zaparkuje i już od razu wlepiają mandat.
-10 minut, to zeszło na same moje ubieranie się. Jeszcze czekaliśmy na wypis. Minęło jakieś półtora godziny. A poza tym ty nie jesteś niepełnosprawny.
-Ale ty jesteś w ciąży i chciałem dobrze.
-Jakbym się przespacerowała, nic by mi się nie stało. A poza tym, ciąża to nie choroba.
-No dobrze, dobrze... Wsiadaj już i mi się tutaj nie wymądrzaj.-Uśmiechnął się Hawajczyk otwierając drzwi przede mną.


-Dlaczego ty to wszystko dla mnie robisz?-Zapytałam po tym, jak wyjechaliśmy z parkingu.
-Ale co?-Uśmiechnął się poprawiając okulary przeciwsłoneczne.
-To wszystko. Przez cały tydzień siedziałeś cały czas przy mnie, a teraz zabierasz mnie do siebie.
-Nie pamiętasz, co powiedziałem ci, jak przyszedłem do ciebie, a ty się obudziłaś? Powiedziałem, że będę zawsze przy tobie. I tak będzie.
-Ale nie zagrzeję u ciebie dłużej miejsca. To tylko na kilka dni. Góra kilka tygodni. Za pieniądze z ubezpieczenia wyremontuję dom i wrócę do siebie.
-Możesz u mnie zostać ile będziesz potrzebować. Nawet na stałe. Dom jest duży. Urodzisz, zrobimy pokoik dziecku i będziecie sobie u mnie mieszkać.
-Dziękuję, ale aż tak długo chyba nie będzie potrzeby, żebym zawracała ci głowę.
-Nie zawracasz...
  • awatar Słodziak-z-niego: Bruno gdzieś tam w podświadomości wie, że jest tatusiem no taaaki kochany jest, że aż słodki :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Tamten avatar mi się znudził, więc postanowiłam go zmienić
Podoba się?

*PS* Teraz biorę się za opowiadanie
  • awatar wyjebana_w_kosmos ♥: Cześć , mam prośbę . Mogłabyś kliknąć lajka na tej stronie ? http://www.facebook.com/pages/Grzeszysz-urod%C4%85-p%C3%B3jdziesz-do-piek%C5%82a-/174290216028985 Z góry dzięki *.*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Przepraszam was za moją długą nieobecność i brak wpisów.

Wy jeszcze o mnie pamietanie w ogóle?

Ostatni odcinek był aż 19 dni temu, za co bardzo przepraszam i obiecuję, że w ten weekend kolejna część opowiadania się pojawi

A teraz lecę dalej wypoczywać
 

 
Dzisiaj jest *8 sierpnia*, co oznacza, że obchodzę swoje *pingerowe urodzinki!*
Mój pierwszy roczek z wami minie dokładnie o godzinie *16.55*

*A teraz moje skromne podziękowania *
Dziękuję wszystkim czytelniczkom mojego bloga. Dziękuję lajkującym, komentującym i tylko czytającym za to, ze mam dla kogo prowadzić ten mój niedoskonały blog

*Najbardziej* chciałabym podziękować *@asiulekk*, bo śmiało mogę powiedzieć, *że mimo tego, że nigdy się nie widziałyśmy i mieszkamy tak daleko od siebie*, to moim zdaniem *przyjaźnimy się.*
I to dzięki tobie *franco moja kochana* piszę już *trzecie* opowiadanie!


*CHEERS!*

*EDIT*
Nastąpiła mała pomyłka, bo dzisiaj jest *7 sierpnia* a nie *8*, więc dziękuję *gościom* i przepraszam za to moje *małe roztrzepanie * Ale to przez mój komputer i źle ustawioną datę, czego *nie potrafię zmienić*

Ale i tak dzisiaj są moje urodzinki, bo rok był przestępny i mija dzisiaj *366* dni, odkąd jestem tutaj z *WAMI*

Więc jeszcze raz kieliszki w górę i -> *CHEERS!!!*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
*Przypomnienie*
Gdy tylko zjadłam śniadanie usłyszałam dzwonek do drzwi, więc poszłam je otworzyć. Przyszła Urbana z Zaimą.

-Nie przebieram żadnych śmierdzących kupek!
-Miłe przywitanie. Popatrz kochanie jak ciocia nas bardzo kocha.-Zaśmiała się przyjaciółka.
jego ojcem?
-Mi możesz powiedzieć wszystko.

Odetchnęłam ciężko i powiedziałam:

-Więc… Ojcem mojego dziecka jest… Jest Bruno…

*Odcinek 14*
Przyjaciółka patrzyła na mnie wielkimi oczami. Nie mogła uwierzyć w to, co przed chwilą usłyszała. Próbowała ułożyć sobie wszystko w głowie.

-Ale przecież on był w trasie… To jest niemożliwe…
-Wiedziałam, że nie uwierzysz… Ale to jest prawda! Przed wylotem… Dałam ponieść się emocjom i…
-Ale dlaczego mu tego nie powiesz?
-Mówiłam ci przecież, ze znalazł sobie teraz dziewczynę i wygląda na szczęśliwego. Już raz zepsułam jego związek. Nie chcę popełnić tego błędu ponownie.
-Błędem jest to, że nie powiedziałaś mu prawdy i nadal nie chcesz tego zrobić!... Jak ty mu tego nie powiesz, to ja to zrobię!
-Urbana! Powiedziałam ci to pod warunkiem, że nie powiesz nikomu!
-No to ty mu to powiedz!
-Może mu powiem… Ale nie teraz! Poczekam jeszcze parę dni… może tygodni… miesięcy. To nie jest takie proste! On nie chce ze mną być.
-A skąd wiesz?
-Nie udawaj głupiej! To jest oczywiste! Przecież znalazł sobie dziewczynę! Najpierw mnie w sobie rozkochał, a później wyjechał w trasę i zostałam sama z wszystkimi problemami. Znalazł sobie piękniejszą i na pewno mądrzejszą ode mnie. Jakby coś do mnie czuł… Nie zostawiłby mnie wtedy samej, bez słowa wyjaśnienia!
-On nie wiedział, że jesteś w ciąży.
-Ale chyba mógł mi powiedzieć, że wyjeżdża! Przeleciał mnie i pojechał sobie nic mi nie mówiąc!
-To dlaczego nie powiesz mu, że masz do niego o to żal?
-Powiedziałam mu, gdy widzieliśmy się wtedy… pod tym klubem nocnym…
-No tak…

Ona niczego nie rozumie. Nikt niczego nie rozumie! To nie jest tak, że pójdę do niego i powiem „Cześć, jestem z tobą w ciąży. Pamiętasz jak mnie przeleciałeś i następnego dnia już cię nie było?” To niestety tak nie działa… Ale szkoda…

-Jessie… Pomyśl o tym inaczej. Czy nie będzie ci… WAM łatwiej? Jaką bajeczkę wymyślisz, jak dziecko się ciebie zapyta o ojca?
-Coś wymyślę. A jak będzie miała już jakieś 16 lat, to powiem jej prawdę. Nie będę jej całe życie opowiadać bajeczki.
-A popatrz… Gdyby Bruno wiedział o tym, żer to jest jego dziecko, wtedy może nawet jakbyście nie byli razem, to wasze dziecko wiedziałoby, ze ma obojga rodziców, którzy bardzo je kochają!
-Urbana! Proszę cię! Może masz rację, ale to nie jest takie proste. Proszę… Zrozum mnie…
-Ale…
-Skończmy ten temat…-Przerwałam przyjaciółce.
-No dobrze…
-Urbana…?
-Tak?
-Coś mi tu śmierdzi…

Kobieta spojrzała na mnie lekko się śmiejąc, po czym zawołała swoją malutką córeczkę i zajrzała mi w pieluchę. Okazało się, że Zaima zrobiła kupe!

-Popatrz Jess, Zaima ma dla ciebie niespodziankę.
-Spadaj! Nie! Nie, nie i nie!
-Ale niedługo, za parę miesięcy też będziesz musiała swojemu dziecku zmieniać pieluszki.
-No to wtedy będę przebierać, ale teraz mnie nie wrobisz w to gówno!-Powiedziałam śmiejąc się.
-Widzisz…?-Powiedziała Urbana do córeczki.-Ciocia już cię nie kocha…-Podciągnęła teatralnie nosem.
-Kocham ją! A nie jej kupe!

Gdy przyjaciółka już pojechała, postanowiłam się przespać, bo byłam zmęczona. Jednak gdy tylko położyłam się na moim łóżku w sypialni, usłyszałam walenie do drzwi.
Powoli i bezszelestnie zeszłam ze schodów i skierowałam się korytarzem w stronę drzwi. Spojrzałam w wizjer i zobaczyłam tego palanta, przez którego zmarnowałam sobie jakąś część życia. Przestraszona wizytą niespodziewanego i niechcianego gościa, powoli usiadłam w kącie korytarza tak, żeby nie było mnie widać w żadnym z okien i czekałam, aż mój „gość” da sobie spokój i odejdzie. Chwilę jeszcze walił w drzwi, aż nagle nastała cisza. Po kilku minutach usłyszałam dźwięk tłuczonego szkła. Zerwałam się z miejsca i pobiegłam do łazienki, zamykając się w niej. Co chwilę ten sam dźwięk powtarzał się, a ja bezbronna siedziałam zapłakana w wannie. Nie miałam zamiaru wychodzić nawet wtedy, gdy już ucichło. Jednak po jakimś czasie wyskoczyłam z wanny, gdy spod drzwi zaczął wydobywać się dym.

Nie wiedziałam, co mam robić. Klamka była bardzo gorąca i nie mogłam za nią złapać, a pomieszczenie, w którym byłam, wypełniało się dymem coraz szybciej. Złapałam ręcznik i przez niego odkluczyłam i popchnęłam drzwi. Paliło się wszystko. Nie wiedziałam, w którą stronę uciekać. Postanowiłam pobiec po schodach, na górę. Tam nie paliło się jak na razie nic. Szybko pobiegłam do sypialni i zaczęłam wyrzucać przez okno najpotrzebniejsze rzeczy. Wiem, że to nie było mądrym rozwiązaniem, Ale nie chciałam zostać z gołą dupą...

Gdy już miałam uciekać, zobaczyłam w kącie moją torebkę, w której miałam telefon, portfel i dokumenty. Podbiegłam do niej i przewiesiłam ją sobie przez ramie. Chciałam uciekać, ale ogień dosięgał już schodów. Wróciłam się do sypialni i wyszłam na balkon.

Postanowiłam skoczyć…
_________________________________________________________
*Przepraszam za długość odcinka, ale chciałam skończyć w tym momencie *
  • awatar Brunoholic: @Voices in My Head: No to słucham.. :D
  • awatar Brunoholic: @Voices in My Head: No już mi tak nie dosładzaj, bo się zaczerwienie :D
  • awatar Wenusowa: Kurde, ale nie chcesz jej zabić ?! O.O Ja chcę wiedzieć co będzie dalej !
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
*Przypomnienie*
Przyjaciółka odpowiedziała mi tylko śmiechem, po czym rzuciła mi opakowanie mokrych chusteczek i pampersa. Wyciągnęłam jedną z chusteczek i delikatnie zaczęłam wycierać kupę z pośladków dziecka. Z brudnego pampersa zrobiłam kulkę, zapinając zapięcia, żeby jej zawartość nie wypadła i rzuciłam nią w Urbanę. Założyłam czystą pieluchę, naciągnęłam dziecku majteczki i spodnie, po czym oddałam ją matce.

-Nigdy więcej!-Zaśmiałam się.
-Ale dojdziesz do wprawy! Swojemu dziecku też będziesz musiała przebierać pieluchy!
-Oj tam, oj tam… Przez te kupę to już mi się nawet mojego ulubionego soku odechciało!
-Czyli mogę go za ciebie wypić?
-Nie!

*Odcinek 13*
-Ale jak to dzisiaj wieczorem?! Jak to kurde na kolacje?! Bruno!-Krzyczałam do słuchawki telefonu.
-Chciałbym, żebyś poznała moją dziewczynę, więc postanowiłem zrobić kolację. Przyjadę po ciebie o 18.
-Ale ja nie mam w co się ubrać!
-Znajdziesz coś. Masz mnóstwo sukienek.
-Ale ostatnio tak jakoś przytyłam… Bruno! Ja nie mam ciążowych sukienek wieczorowych!
-To nie musisz się ubierać w sukienkę! Do zobaczenia. Pa!
-Ja cie zabije!!!

I koniec rozmowy. Wczoraj musiałam przebierać śmierdzącą pieluchę, a dzisiaj miałam poznać dziewczynę Bruna. Świetny początek tygodnia… Chyba wolałabym przebrać milion śmierdzących kup, niż iść na tą kolację, z jakąś długonogą, ciemnowłosą Jessicą. Ugh…
Musiałam poszukać jakąś sukienkę na tą kolację. Przymierzyłam wszystkie sukienki, ale wszystkie były za ciasne. Zaczęłam przymierzać spódnice. Tylko jedna z nich była dobra. Czarna, krótka elegandzka. I biała koszula. Hm… Wyglądałam jakbym szła na rozmowę o pracę… Trudno…

MUSZĘ IŚĆ NA ZAKUPY!

Jeszcze musiałam tylko pokręcić włosy, zrobić sobie delikatny makijaż i dobrać jakieś drobne dodatki. 17.55 i Bruno zapukał do drzwi.

-Wow… Wyglądasz świetnie. A mówiłaś, że nie masz się w co ubrać.
-Wstyd się przyznać, ale… Tylko w to się zmieściłam.
-No i dobrze. Tak ma być. Przecież jesteś w ciąży.-Mówił przyjaciel otwierając przede mną drzwi do samochodu. Oboje do niego wsiedliśmy i ruszyliśmy.
-Nie mieszkasz daleko, więc przecież mogłam się przespacerować.
-Ale nie możesz się przecież przemęczać.
-Nie przemęczyłabym się spacerem.
-E tam… Jessie…?
-Tak?
-Mógłbym zadać ci pytanie?
-Pytaj.
-Co zamierzasz z tym zrobić?
-Z czym?
-No z dzieckiem.
-Zamierzam je urdzić.-Uśmiechnełam się.
-A później? Co z ojcem?

Tylko nie to… Akurat ten temat go interesował? Co z ojcem… Ani jednym słowem tym razem nie skłamałam.

-Ojciec dziecka… On… On nie wie, że jest ojcem. Nie powiedziałam mu o niczym. I chyba tak zostanie. Nie wiem, czy chcę, żeby on wiedział o tym, że ma ze mną dziecko. Układa sobie życie z inną kobietą… I nie chcę mu w tym przeszkadzać.

Bruno odpowiedział ciszą. Nie wiedział, co odpowiedzieć. Widocznie tym razem nie potrafił podnieść mnie na duchu. Nie wiedział, co może powiedzieć tak, żeby mnie nie urazić. Może to i dobrze…?

-Kiedy ma przyjechać ta cała Jessica?-Zapytałam, Kiedy już weszliśmy do środka. I właśnie w tym momencie usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. To była oczywiście ona. Jessica.
-Hej.-Bruno przywitał ją buziakiem w policzek.
-Cześć. Jestem Jessica.-Kobieta podała dłoń w moją stronę. Uścisnęłam ją i przedstawiłam się.
-Hej. Jessie. Miło mi cię poznać.-Uśmiechnęłam się. N pierwszy rzut oka wydaje się być miła.

Cała kolacja minęła mi całkiem szybko. Było bardzo miło, ale chyba… mimo tego, że Jessica jest przyjazna, raczej nie będziemy najbliższymi przyjaciółeczkami.
Gdy Bruno poszedł do toalety zostałam z Jessicą sama.

-Przepraszam, że pytam, ale… Dlaczego patrzysz tak dziwnie na MOJEGO chłopaka?
-Patrzę na niego jak na przyjaciela.
-O nie…-Zaśmiała się ironicznie.-Patrzysz na niego z pożądaniem.
-Przesadzasz…
-Nie… Nie przesadzam… To TY przesadzasz. I fajnie by było, gdybyś odczepiła się od Bruna.
-Ok… To nie było miłe. I nie wiem, o co ci chodzi. Masz jakieś kompleksy, czy co?

Oczywiście Bruno musiał przerwać nam naszą rozmowę. A ja naprawdę nie wiem, o co chodziło tej lasce. Ale wiedziałam, że razem z końcem naszej rozmowy skończyła się moja ochota na tą kolację.

-Przepraszam Bruno, ale ja już sobie pójdę. Nie chcę wam przeszkadzać.-Złapałam za torebkę i płaszczyk, po czym udałam się w stronę drzwi.
-To Jessica poczekaj, a ja odwiozę Jessie.
-Nie Bruno. Nie trzeba. Przespaceruje się. A wy nie przeszkadzajcie sobie. Do zobczenia.-Powiedziałam do Jessici.-Papa Bruno.-Przytuliłam przyjaciela.-Dzięki za zaproszenie.

O Boże… Co za laska… O co jej chodziło?! Przecież ja się nie patrzyłam na Bruna pożądliwym wzrokiem. Patrzyłam na niego jak na przyjaciela… Jessica wydawała się przez całą kolację naprawdę miła, ale niestety raczej nie zapamiętam jej jako sympatyczną dziewczynę. Raczej jako dobrą aktorkę.

Dzisiaj rano wstałam z przekonaniem, że zapomnę o wczorajszym wieczorze. Więc nie mam zamiaru o nim myśleć. Nie będę myśleć o tym, jak Jessica na mnie wczoraj naskoczyła. Od teraz o tym nie myślę. Stop!

Gdy tylko zjadłam śniadanie usłyszałam dzwonek do drzwi, więc poszłam je otworzyć. Przyszła Urbana z Zaimą.

-Nie przebieram żadnych śmierdzących kupek!
-Miłe przywitanie. Popatrz kochanie jak ciocia nas bardzo kocha.-Zaśmiała się przyjaciółka.

Wcześniej nie byłam z Urbaną tak blisko. Dopiero od nie dawna odwiedzamy się tak często. Dzisiaj znowu przyszła na babskie ploteczki.
Urbana weszła do salonu, a ja poszłam zaparzyć kawę i wyciągnąć ciasteczka. Rozmawiałyśmy jak zawsze o wszystkim i o wszystkich.

-Kochana, możesz mi powiedzieć jedno?-Zapytała przyjaciółka.
-Tak?
-Co jest z ojcem twojego dziecka? Wiem, że może to być dla ciebie trudny temat, ale… Mi możesz powiedzieć wszystko. Czy on wie, że jesteś z nim w ciąży?
-Nie wie. I nie wiem, czy chcę, żeby wiedział.
-Ale dlaczego? Zrobił ci dziecko, więc niech będzie teraz odpowiedzialny!
-On układa sobie życie z inną kobietą. Jest szczęśliwy, a ja nie chcę się mieszać do jego życia.
-A powiesz mi, kto to jest? Znam go?-Dopytywała.
-…-Przez chwilę nic nie odpowiadałam.-Ale obiecasz, że mimo tego, co usłyszysz nie powiesz nikomu, kto jest jego ojcem?
-Mi możesz powiedzieć wszystko.

Odetchnęłam ciężko i powiedziałam:

-Więc… Ojcem mojego dziecka jest… Jest Bruno…
________________________________________________________
*BUM!* *odcinek! Troszkę dłuższy od poprzedniego *

*I jeszcze chciałam przeprosić was za to, że robię z Jessici sukę Ja osobiście nic do niej ni mam, ale taka Jessica będzie mi pasować do dalszych odcinków *
  • awatar parasol na smutki: Aż się martwię jak zareaguje Urbana, ma przecież cócię na rękach :D
  • awatar Brunoholic: @gość48798753: Już jest połowa ;) Jak mnie natchnie, to go dokończę i dodam jak najszybciej :P
  • awatar Gość: kiedy bedzie nowy odcinek ? :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
*Mimo, że nie ma was dużo, postanowiłam kontynuować opowiadanie. Jest was tyle, ile jest. Trudno *
________________________________________________________


*Przypomnienie*
-Bruno! Ty śpisz!-Szturchnęłam go.
-Wow! To strasznie dziwne, żebym w środku nocy spał! Kto by pomyślał…-Zaśmiał się obejmując mnie.-Zamknij oczy i śpij.
-Ale ja się boję burzy!
-Przecież to tylko burza. Nic ci się nie stanie. Jestem przy tobie.

Posłusznie zamknęłam oczy i próbowałam zasnąć. Po jakimś czasie w końcu udało mi się odlecieć do krainy snu.

*Odcinek 12*
Promienie słoneczne, wdzierające się przez okno, drażniło moje oczy, przez co obudziłam się. Otworzyłam powieki i spojrzałam na wciąż śpiącego przyjaciela.

Byłam bardzo szczęśliwa, że wrócił i nie byłam dla niego obojętna. Mimo tego, że zostawił mnie wtedy samą i do tego w ciąży, dalej go coś do niego czuję. Żałuję też, że nie wie, że to właśnie jestem z NIM w ciąży. Ale nie powiem mu tego…

Może jak urodzę, to sam zobaczy podobieństwo…?

Cichutko i powoli wypełzłam spod kołdry, po czym poszłam do kuchni, żeby zrobić śniadanie. Postanowiłam, że będą to naleśniki z syropem klonowym.
Gdy kończyłam smażenie do kuchni przyszedł Bruno.

-Dzień dobry śpiąca królewno.-Zaśmiałam się.
-Chyba chciałaś powiedzieć „Czuwający smoku”
-Dobra, siadaj, bo ci wystygną.-Postawiłam talerz naleśników przed przyjacielem.

Po śniadaniu zaparzyłam kawę, wyciągnęłam z szafki różne słodkości i razem z Brunem zasiedliśmy na kanapie, przed telewizorem. Nie było żadnego ciekawego filmu, więc Bruno przełączył na stacje muzyczną. Zaczęliśmy rozmawiać.

-Coś się u ciebie zmieniło…? No wiesz… Jak cię nie było.
-No czy ja wiem… Nie wiem, o co ci może chodzić.-Uśmiechnął się, pokazując swoje bielutkie zęby.-No może mam więcej fanek oszalałych na moim punkcie.

I w tym momencie zadzwonił telefon Bruna, przerywając naszą falę śmiechu. Hawajczyk przeprosił, poszedł do kuchni i odebrał telefon.

Przecież ja nie podsłuchiwałam… Po prostu Bruno mówił głośno…

-No hej… Jestem u znajomej… Tak, to tylko znajoma. Niczym się nie przejmuj… Oczywiście, że pamiętam… Do zobaczenia. Kocham cie, pa.-Czy ja dobrze usłyszałam…?

Bruno ma chyba dziewczynę, o czym mi nie wspomniał. Ciekawe, o czym pamięta…-Mówiłam do siebie w myślach.

-Kto dzwonił?
-Um…. Znajoma.-Odpowiedział po chwili namysłu.
-Nie, żebym podsłuchiwała, ale… Ja też jestem twoją znajomą, a nie mówisz mi, że mnie kochasz.-Uchmiechnęłam się.
-Kocham cię!
-To było na moje własne życzenie, więc to się nie liczy! Mów, co to za laska!
-Nazywa się Jessica…
-Uuu… Jessica? A ile jesteście już razem?-Dopytywałam.
-Jakiś… Miesiąc?-Uśmiechnęłam się, choć ni było mi wcale wesoło…

*Kilka dni później*
-Nie! Ja tego nie zrobię! Nie ma mowy!-Krzyczałam śmiejąc się do narzeczonej Phila.
-To nie jest nic strasznego!-Odpowiedziała także się śmiejąc.
-Ale… Ale to tak strasznie śmierdzi! Ja się zaraz porzygam!-Stałam przed leżącą przede mną Zaimą z kupą w pampersie.-Nie przebiorę jej pieluchy!
-A jak będziesz swojemu dziecku przebierać kupki?

Otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, ale Urbana mnie zgasiła. Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Założyłam dekolt koszulki na nos i odpięłam pampersa dziewczynki. O MÓJ BOŻE!!! To dopiero teraz zaczęło strasznie cuchnąć!

-Czym wy ją karmicie?!

Przyjaciółka odpowiedziała mi tylko śmiechem, po czym rzuciła mi opakowanie mokrych chusteczek i pampersa. Wyciągnęłam jedną z chusteczek i delikatnie zaczęłam wycierać kupę z pośladków dziecka. Z brudnego pampersa zrobiłam kulkę, zapinając zapięcia, żeby jej zawartość nie wypadła i rzuciłam nią w Urbanę. Założyłam czystą pieluchę, naciągnęłam dziecku majteczki i spodnie, po czym oddałam ją matce.

-Nigdy więcej!-Zaśmiałam się.
-Ale dojdziesz do wprawy! Swojemu dziecku też będziesz musiała przebierać pieluchy!
-Oj tam, oj tam… Przez te kupę to już mi się nawet mojego ulubionego soku odechciało!
-Czyli mogę go za ciebie wypić?
-Nie!
  • awatar Słodziak-z-niego: Ehhh niech mu powie, przecież byliby takimi cudnymi rodzicami :D
  • awatar Brunoholic: Oj dziewczyny wiem, że krótki, ale nie miałam za bardzo czasu, żeby więcej napisać, a internet może mi się w każdym momencie skończyć, bo już go mało zostało :D I wtedy, dopiero dodałabym odcinek w sierpniu, jak wróciłabym do domu :D Ale obiecuję, że następny będzie dłuższy :D :P
  • awatar I'm Hooligan, Bitch!: Ja też uważam, że powinna mu powiedzieć. Szkoda, że taki krótki :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Dziękuję wam za *14 tysięcy* odwiedzin!
Jesteście na prawdę kochane, chociaż jest Was już coraz mniej
Ale i tak Was *KOCHAM!*
 

 
*Ile z was czyta moje opowiadanie?*
No bo mi się wydaje, że jest was strasznie mało i jeżeli tak, to nie wiem, czy jest po co ciągnąć to opowiadanie dalej.
 

 
*Moja wena mnie rozpiera, więc w każdej wolnej chwili zasiadam przed laptopem i pisze *
*A oto kolejny odcinek Miłego czytania *


*Przypomnienie*
-Pan w jakim celu?-Zapytał stanowczo.
-Przepraszam, ale nie wiedziałem, że to tej dziwki kolejki stoją.-Uśmiechnął się ironicznie.
-Przepraszam, ale co?-Zdziwił się przyjaciel.
-Ta dziwka przychodziła do mnie i wskakiwała mi do łóżka, żebym jej nie zwolnił!
-Że co proszę? Przecież to ty kazałeś mi do ciebie przychodzić! Myślisz, że mi tak dobrze z tobą było? Chyba śnisz!-Nie wytrzymałam.
-Jeszcze raz nazwiesz Jessie ‘dziwką’ to dostaniesz w zęby…-Bruno zacisnął dłoń w pięść
-Myślisz, że się ciebie boję? Hahaha…!-Wybuchł śmiechem. Popatrzył się na mnie i krzyknął.-DZIWKA!


*Odcinek 11*
Bruno nie wytrzymał. Zrobił krok w stronę mężczyzny stojącego za drzwiami, zamachnął się i uderzył go z pięćci w nos.

-Boże, Bruno!-Krzyknęłam, po czym zasłoniłam dłońmi moje usta i z moich oczu zaczęły wypływać łzy.

Mężczyzna zachwiał się i po chwili oddał cios w stronę Bruna. Zaczęli się bić. Bezsilna stałam, przyglądając się całemu zdarzeniu. Nic nie mogłam zrobić. Byłam za słaba, aby móc rozdzielić bijących się mężczyzn. Mogłam tylko krzyczeć, aby przestali. Gdy mężczyzna przewrócił się, a Bruno zaczął kopać go po brzuchu, stanęłam przed nim i popchnęłam go w tył, lecz on tylko lekko się zachwiał i chciał mnie przesunąć, aby dalej kopać leżącego faceta, ale wtuliłam się w niego, uniemożliwiając mu dalszą bójkę.

Wiem, że ten debil sam się prosił, żeby go pobić, ale on jest niebezpieczny i musiałam odciągnąć od niego Bruna. Nie chciałam mieszać przyjaciela w moje sprawy. Gdybym wiedziała, że ten koleś przyjdzie… nigdy nie pozwoliłabym, żeby Bruno go pobił. Wolałabym już się z nim chyba przespać…

-Pożałujesz tego… Oboje tego pożałujecie!-Krzyknął i ocierając krew z twarzy wsiadł do samochodu i odjechał z piskiem opon.
-Bruno, coś ty narobił?! On jest niebezpieczny! On ci może zrobić krzywdę!-Krzyknęłam, po czym wybuchłam płaczem.
-Ten idiota nazwał cię suką! Musiałem jakoś zareagować!
-Mogłeś zamknąć mu drzwi przed nosem! Nie musiałeś od razu rzucać się na niego z pięściami!
-Właśnie, że musiałem! Nie pozwolę, żeby jakiś debil obrażał cię przy mnie! Jessie! Wszystko będzie dobrze! Co on mi może zrobić?
-Nawet nie chcę myśleć, co on może ci zrobić…

Wtuliłam się ponownie w przyjaciela. To wszystko nigdy nie powinno mieć miejsca…
Lepiej byłoby, gdyby Bruno nie wracał! Nie… co ty gadasz debilko?! On wrócił dla ciebie! ... O mój Boże… Ja go przecież kocham! A pod sercem noszę dziecko właśnie jego!
Gdyby to wszystko było takie łatwe, jakie się wydaje… Powiedziałabym mu od razu, że to jego dziecko rozwija się we mnie. Że to właśnie wyczuje jak we mnie porusza się, czy kopie mnie JEGO dziecko!

Dlaczego to wszystko nie może być łatwiejsze?!

Noc. Naokoło ciemność. Z daleka słychać grzmoty. Zbliża się burza, a ja jestem tutaj sama. Boję się burz. Strasznie… A burza coraz bliżej.

Zastanawiałam się, czy zadzwonić do Bruna.

”Zadzwonić? Zadzwonię… Może przyjedzie?... Albo nie… Nie będę go ciągać po nocach-błysk i głośny grzmot-Zadzwonie!”

Biorę telefon do ręki i trzęsącą dłonią szukam numeru telefonu do Bruna. Kolejny grzmot.

-Już się za mną stęskniłaś?-Zapytał zaspanym głosem Bruno.-A nie… Boisz się burzy!-Zaśmiał się głośno.
-A może zamiast śmiać się, to mógłbyś tak do mnie przyjechać?
-No dobra, dobra… Będę za pół godziny.
-MASZ TU BYĆ ZA 15 MINUT!-Krzyknęłam do słuchawki i rozłączyłam się.

Czekałam na niego, a burza była coraz bliżej, grzmoty stawały się coraz głośniejsze. Te 15 minut ciągnęły się w nieskończoność. Minęło już 17 minut, a jego jeszcze nie było! 18, 19, 20…

”Gdzie on do cholery jest?!”

Chwilę później Bruno zapukał do moich drzwi. Pobiegłam na korytarz i otworzyłam je.

-7 minut spóźnienia!-Krzyknęłam na przywitanie.
-Mi ciebie też miło widzieć.-Wszedł do środka. Przechodząc obok mnie złożył lekki całus na moim policzku, po czym poszedł do mojej sypialni. Położył się i poklepał wolne miejsce obok niego, pokazując mi, abym położyła się obok niego.
-Chcesz, żebym spała z tobą w jednym łóżku?
-Ja jestem śpiący, a ty boisz się burzy.-Zagrzmiało.-Więc myślę, że…

Nie dokończył zdania, bo już leżałam obok niego przykryta po same uszy kołdrą. Zagrzmiało znowu… Znowu łysk i głośny grzmot. Nie chciałam tego robić, ale przesunęłam rękę Bruna i przytuliłam się do niego. Bruno lekko się zaśmiał, a ja popatrzyłam na niego karcąco…
Z każdym kolejnym grzmotem wtulałam się w przyjaciela coraz mocniej.

-Bruno! Ty śpisz!-Szturchnęłam go.
-Wow! To strasznie dziwne, żebym w środku nocy spał! Kto by pomyślał…-Zaśmiał się obejmując mnie.-Zamknij oczy i śpij.
-Ale ja się boję burzy!
-Przecież to tylko burza. Nic ci się nie stanie. Jestem przy tobie.

Posłusznie zamknęłam oczy i próbowałam zasnąć. Po jakimś czasie w końcu udało mi się odlecieć do krainy snu.
  • awatar Another Bruno Mars's Stories: Awwwww ^^ jak słodko pod koniec :)
  • awatar Słodziak-z-niego: Och jakby tak Bru przychodził i mnie pocieszał podczas burzy, to widywałabym go bardzo często :D :D
  • awatar Wenusowa: Bruno, oj, niegrzeczny Bruno. xD Ale dobrze, że się stawił w jej obronie. ;) Super, jak już nadrobiłam zaległości, to czekam na następny. :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
*Przypomnienie*
Po wszystkim ubrałam się szybko i wyszłam z klubu tylnym wejściem. Podeszłam do mojego auta i zaczęłam szukać kluczyków w torebce. Nagle poczułam na moim ramieniu czyjąś dłoń. Przestraszona szybko odwróciłam się i otarłam łzy spływające po moich policzkach. Zobaczyłam Bruna... Moje serce momentalnie zaczęło bić szybciej.

-Od razu cię poznałem...-Powiedział patrząc na mnie ze łzami w oczach.


*Odcinek 10*

-Co ty tutaj robisz?-Zapytałam drżącym głosem.
-Co ja tu robie? Lepiej powiedz mi co TY tu robisz?! Co się z tobą stało?
-Co się ze mną stało?! Chcesz wiedzieć co się ze mną stało?! No nie wiem… Może pewien idiota zniszczył moje życie?! Straciłam chłopaka i najlepszą przyjaciółkę! A później ten ktoś mnie przeleciał i bez słowa pojechał sobie w trasę, robić karierę! Zostałam sama! Bez rodziny, przyjaciół… Musiałam zamknąć moją szkołę! Nie miałam pieniędzy! Musiałam za coś żyć! Potrzebowałam tej roboty!-Krzyczałam na dawnego przyjaciela, a on tylko patrzył się na mnie wielkimi oczami.-A teraz, tak po prostu przychodzisz tutaj i co…? Myślisz, że rzucę ci się w ramiona?! Co chcesz ode mnie.
-Po prostu, jak zobaczyłem cię na tej scenie… Musiałem się upewnić, czy to naprawdę ty! I przepraszam, że cię wtedy zostawiłem bez pożegnania.
-Dlaczego nic nie powiedziałeś?
-Po naszej wspólnej nocy… Ja zapomniałem o wszystkim… Później chciałem zadzwonić, ale zgubiłem telefon!
-Zgubiłeś telefon?-Wybuchłam ironicznym śmiechem.-Myślisz, że jestem taka głupia, żeby w tą twoją bajeczkę uwierzyć?
-Wiem, jak to brzmi, ale to jest prawda! Uwierz mi… Proszę…
-Zostaw mnie w spokoju!-Nagle poczułam straszny ból brzucha. Odruchowo schyliłam się lekko i położyłam dłoń na moim lekko zaokrąglonym brzuchu.
-Co się dzieje? Jessie!
-Nic… Po prostu się zdenerwowałam, a w moim stanie, nie powinnam się denerwować.-Podeszłam do ławki stojącej niedaleko nas i powoli usiadłam.
-W twoim stanie?

Przez chwilę nic nie odpowiadałam. Bruno patrzył się na mnie oczekując odpowiedzi.

-Jestem w ciąży…
-CO?!-Zdziwił się brązowooki Hawajczyk.
-No przecież widać. Widziałeś mnie przed chwilą bez koszulki, więc nie powinieneś być zaskoczony.
-Myślałem, że po prostu przytyłaś… A czyje jest to dziecko…?-Zapytał niepewnie.

I co miałam odpowiedzieć? Z jednej strony nie chciałam go okłamywać, ale z drugiej strony nie chcę żeby się nade mną litował… Już wolałam być sama niż wiedzieć, że Bruno jest ze mną, albo pomaga mi tylko z litości, a nie z miłości…
-Błąd… Niby znałam go długo, ale nie za dobrze… Poszłam z nim do łóżka, a później mnie zostawił…
-Ale wtedy… Tamtej nocy… Jesteś pewna, że to jest dziecko tamtego faceta?
-… Tak…-Milczeliśmy przez chwilę.-Przepraszam cię, ale jestem już bardzo zmęczona. Pojadę już do domu. Na razie.-Wstałam i podeszłam do mojego samochodu.
-Poczekaj…-Bruno podszedł do mnie.-Daj mi twój numer… Proszę…
-Pa Bruno…-Weszłam do samochodu, odpaliłam silnik i odjechałam.

Tak… Nie dałam mu tego numeru…
Przez całą noc prawie nie zmrużyłam oczu. Rozmyślałam, czy aby na pewno dobrze postąpiłam zbywając tak Bruna… Może gdybym dała mu ten numer to… może dalej przyjaźnilibyśmy się…
Żałowałam także słów, które wypowiedziałam kłócąc się z przyjacielem. Kilka słów wypowiedzianych za dużo. Ale przynajmniej dowiedział się, co czuję.

Dlaczego to musi być tak cholernie trudne?!

Ja… ja chyba nadal coś do niego czuję…

Moje rozmyślania przerwał dzwonek do drzwi. Wstałam z łóżka i szłam korytarzem, aby otworzyć, lecz zanim to zrobiłam wyjrzałam przez wizjer. Po drugiej stronie stał nikt inny, jak Bruno. Odwróciłam się tyłem do drzwi i lekko oparłam się o zakluczone drzwi. Nie odzywałam się. Nie wiedziałam, czy otwierać, czy nie…

-Wiem, że tam jesteś. Proszę, otwórz.-Po chwili usłyszałam głos Hawajczyka.
-…

Zrezygnowana westchnęłam i otworzyłam drzwi, wpuszczając przyjaciela do środka. Brązowooki chłopak w pierwszej chwili wydawał się być pewny siebie, lecz z każdym kolejnym wykonanym przez niego krokiem, prowadzącym do salonu, jego pewność siebie powoli zanikała. Usiadłam na jednym z dwóch wielkich foteli i wpatrywałam się w nadal stojącego przyjaciela.

-Usiądź.-Wskazałam na fotel stojący po drugiej stronie niskiego, szklanego stolika, naprzeciwko mnie.

Nastała cisza. Bruno przekręcał sygnet na swoim palcu, co chwilę go ściągał i znowu zakładał. Jego wzrok wędrował po jego stopach, miękkim dywanie i brązowych panelach. Nie patrzył na mnie.

-A więc, o czym chciałeś porozmawiać?-Zapytałam.
-Wiem, że popełniłem wielki błąd zostawiając cię, czym bardzo cię zraniłem. Mimo tego chcę się dalej z tobą przyjaźnić, bo mi ciebie bardzo brakuje. Dlatego przepraszam cię i proszę… Wybacz mi.
-Myślałam nad tym… Przez całą noc. Mi ciebie też cholernie brakowało.-Uśmiechnęłam się, na co Bruno odpowiedział tym samym. Nagle po domu rozległo się pukanie do drzwi.
-Spodziewasz się kogoś?
-Raczej nie… nie przypominam sobie, żeby ktoś miał do mnie przyjść.-Wstałam z fotela i poszłam otworzyć drzwi.

Spojrzałam przez wizjer. Nagle moje serce przyśpieszyło… Przed drzwiami stał ten mężczyzna… ten którego już nie miałam widzieć do końca ciąży. Wczoraj miał być ostatni raz… A teraz, co on tutaj robi?

-Otwieraj! Słyszę cię!-Krzyczał.
-Co ty tu robisz?
-Przyszedłem po to, co moje! Myślisz, że tak łatwo się mnie pozbędziesz?!
-Jessie, coś nie tak? Kto przyszedł?-Zza drzwi od salonu wyłonił się Bruno.

Uniosłam palec wskazujący do ust, w geście ukazującym, aby był cicho. Byłam przerażona. Nie wiedziałam, co robić.

-Otwieraj!

Bruno lekko odepchnął mnie od drzwi, po czym przekręcił zamek i pociągnął za klamkę.

-Pan w jakim celu?-Zapytał stanowczo.
-Przepraszam, ale nie wiedziałem, że to tej dziwki kolejki stoją.-Uśmiechnął się ironicznie.
-Przepraszam, ale co?-Zdziwił się przyjaciel.
-Ta dziwka przychodziła do mnie i wskakiwała mi do łóżka, żebym jej nie zwolnił!
-Że co proszę? Przecież to ty kazałeś mi do ciebie przychodzić! Myślisz, że mi tak dobrze z tobą było? Chyba śnisz!-Nie wytrzymałam.
-Jeszcze raz nazwiesz Jessie ‘dziwką’ to dostaniesz w zęby…-Bruno zacisnął dłoń w pięść
-Myślisz, że się ciebie boję? Hahaha…!-Wybuchł śmiechem. Popatrzył się na mnie i krzyknął.-DZIWKA!
___________________________________________________
Nareszcie dodałam odcinek Mam nadzieję, że bardzo was nie zanudziłam, ale tak zabrnęłam z tym opowiadaniem, że tera trudno mi będzie wybrnąć Ale jakoś sobie poradzę ^^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›